- To był doskonały sprawdzian, bo pokazał, że wielu z tych graczy do kadry po prostu się nie nadaje – powiedział „SuperExpressowi” po meczu z Litwą. Czy Jan Tomaszewski ma chęć poprowadzić reprezentację? Kto będzie grał, a kto nie – tą decyzję pozostawmy selekcjonerowi Pawłowi Janasowi. Moim zdaniem Pan Jan Tomaszewski jest pospolitym krzykaczem, który przez krytykowanie innych chce osiągnąć korzyści. Na wielu forach pojawiła się opinia, że Tomaszewski to taki Lepper piłki nożnej – jest w tym coś z prawdy. - Nie będę się przyłączał do chóru wazeliniarzy Janasa, więc powiem wprost: Lewandowski to niech sobie gra, ale w Doniecku, a nie w kadrze. Mila ostatnio tylko symuluje grę, co zresztą zauważył sędzia, dając mu żółtą kartkę. A o Rasiaku na pewno powstaną po tym meczu kolejne piosenki i jestem pewien, że nie będą to pochwalne peany. Jan Tomaszewski, niegdyś znakomity bramkarz – teraz piłkarski Lepper, krzykacz i spocony Jan – próbuje zwrócić na siebie uwagę, po części mu się to udaje, ale pośmiewisko jakie temu towarzyszy nie jest warte jego poświęceń. W drużynie narodowej zadebiutował 10 października 1971 roku w meczu eliminacyjnym Mistrzostw Europy z drużyną RFN, sprzyjał mu fart - wyznaczony do gry Piotr Czaja tuż przed meczem rozchorował się i musiał zostać zastąpiony przez Tomaszewskiego. Reprezentacja Polski przegrała 1:3, a Tomaszewskiego bardzo krytykowano za postawę w reprezentacyjnym debiucie. Może, dlatego głos krytyki nie dosięgnął debiutującego w kadrze Gancarczyka? Tomaszewski zyskał szacunek angielskich kibiców dzięki swojemu występowi przeciwko reprezentacji Anglii 17 października 1973 na stadionie Wembley. W roku 1974 brał udział w MŚ, w których Polska zajęła wysokie trzecie miejsce. Na tych Mistrzostwach Świata Jan Tomaszewski obronił dwa rzuty karne Staffana Tappera (Szwecja) oraz Uliego Hoenessa (RFN). Jest uważany za jednego z najwybitniejszych polskich bramkarzy, lecz czy ten tytuł daje mu przywilej najlepszego i najmądrzejszego? Oczywiście nie! Bez sukcesów prowadził zespół Widzewa Łódź w latach 1989-1990, w tym momencie uświadamiamy sobie, jakie ma zdolności trenerskie, niestety nikt więcej nie był tak odważny by zatrudnić Tomaszewskiego jako trenera. Od wielu lat zajmuje się dziennikarstwem i publicystyką, a jednocześnie śmieszy swoimi teoriami trenerskimi. Jan Tomaszewski wielokrotnie krytykował działalność Polskiego Związku Piłki Nożnej – za czasów prezesa Mariana Dziurowicza PZPN nazwał „dziurolandem”, a gdy funkcję prezesa PZPN objął Michał Listkiewicz Tomaszewski współpracowników prezesa PZPN nazwał „listkoludkami”. Jakie miał na to dowody? Oczywiście żadne, dziecinnie proste jest że gdy kogoś o coś oskarżamy musimy wysunąć na wierzch jakieś konkretne dowody. Aktualnie Jan Tomaszewski jest szefem Komisji Etyki PZPN. Tomaszewski bezskutecznie próbuje udowodnić nieprawidłowości w Łódzkim Widzewie, kieruje nim oczywiście zawiść do właściciela klubu Zbigniewa Bońka, pamięta zapewne też swój krótki epizod trenerski w Łodzi. „Spocony Jan” próbował swoich sił jako komentator TVP. Zastanówmy się, więc co jako zawodnik i trener osiągnął Jan Tomaszewski? To jest wersja robocza artykułu, który znajdzie się w dziale Artykuły gdy skończę nad nim pracę. Proszę o opinie i uwagi, moim zdaniem (oprócz tego co powyżej) Jan Tomaszewski zniżył się do poziomu...
- Nie będę się przyłączał do chóru wazeliniarzy Janasa, więc powiem wprost: Lewandowski to niech sobie gra, ale w Doniecku, a nie w kadrze. Mila ostatnio tylko symuluje grę, co zresztą zauważył sędzia, dając mu żółtą kartkę. A o Rasiaku na pewno powstaną po tym meczu kolejne piosenki i jestem pewien, że nie będą to pochwalne peany. [ Bardzo lubie Tomaszewskiego ta powyższa wypowiedz jest bardzo trafna. Rasiak to narazie pośmiewisko naszej piłki nożnej. Lewandoski hmm nie wiem co napisac o tym pilkarzu jeszcze nic nie zauwazylem co moglo przkonac Janasa zeby go wziasc do niemiec. Cytat... Jan Tomaszewski, niegdyś znakomity bramkarz – teraz piłkarski Lepper, Ale to nie jest trafne Cytat... Jan Tomaszewski wielokrotnie krytykował działalność Polskiego Związku Piłki Nożnej Kiedy krytykował kolejnych prezesów PZPN-u, lubił mówić, że odwaga pomyliła im się z odważnikiem. Odkąd JAN TOMASZEWSKI stał się PZPN-owskim specjalistą od czystych rąk, dziennikarze śmieją się, że etyka pomyliła mu się z tyką. źródło (http://www.przekroj.pl) Przykłady krytyki Jana Tomaszewski krytykuje Burkhardta Środa, 2006-03-29 11:01 Okazało się, że wizyta Marcina Burkhardta w studiu telewizyjnym podczas wczorajszego meczu Arabia Saudyjska - Polska nie wszystkim się spodobała. Według Jana Tomaszewskiego zgłaszający aspiracje do gry w reprezentacji Polski pomocnik Legii popełnił błąd, przyjmując zaproszenie TVP. Mnie w tym spotkaniu uderzyła jeszcze jedna rzecz, niezwiązana z tym, co działo się na boisku. Uważam, że ogromny taktyczny błąd zrobił Marcin Burkhardt, zgadzając się na przyjście do studia telewizyjnego. Przecież on jest jednym z kandydatów do reprezentacji i nie tylko mu nie przystoi, ale wręcz nie ma prawa komentować poczynań swoich rywali do miejsca - powiedział Jan Tomaszewski. dodał: Robert Balewski źródło: Życie Warszawy A oto wywiad na temat Krytyki Tomaszewskiego Mam prawo krytykować, bo byłem zawodnikiem światowej klasy. A sport jest specyficzną dziedziną. Jeśli ktoś chce w nim zaistnieć, musi coś potrafić. Jeśli się ma wujka w rządzie, to można być ministrem, ale nie można być reprezentantem kraju, nawet jeśli twoim wujkiem jest prezes PZPN – mówi Jan Tomaszewski w wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Tomaszewski pisze do kilku dzienników, ale tak naprawdę najlepiej wypada w wystąpieniach telewizyjnych. Jednak sposób, w jaki Tomaszewski walczy ze swoimi przeciwnikami, często jest nie do przyjęcia, nieraz na pograniczu dobrego smaku, a nawet daleko poza nim. Listkiewicz wytoczył Tomaszewskiemu sprawę o zniesławienie, a ostatnio pozwał go także wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator. Tomaszewski twierdzi, że świadomie stał się outsiderem środowiska piłkarskiego, bo chce być bezkompromisowy. Zerwał nawet współpracę z TVP, oskarżając szefów sportowej redakcji o to, że zabronili mu krytykować PZPN i reprezentację Polski. Jego adwersarze wskazują na to, że po prostu nie miał innego wyjścia, bo po tym, jak skłócił się prawie ze wszystkimi istotnymi postaciami w krajowym futbolu, zostało mu już tylko pisanie do gazet i wypowiedzi dla telewizji. A żeby być w ogóle czytanym i słuchanym, stara się walić w swoich wrogów tak mocno, jak tylko się da. Dariusz Tuzimek: Jak to z Panem naprawdę jest? Budzi się Pan rano i myśli, komu tu dzisiaj dowalić, kogo tu skrytykować? Jan Tomaszewski: O, przepraszam. Ja nie krytykuję, ja tylko wyrażam swoją opinię. Przecież mogę mieć swoje zdanie na różne tematy, prawda? Ale Pan w koło o jednym: o PZPN i Listkiewiczu. O aferach i przekrętach. - Bo wy, dziennikarze, często robicie taki błąd, że napiszecie o sprawie i zapominacie o temacie. Nie ciągniecie go dalej. A ja staram się go kontynuować aż do rozwiązania sprawy. Ale kto o tym będzie bez przerwy czytał? Przecież ludzie nie wiedzą już, co jest aferą prawdziwą, a co wydumaną! Nie może Pan czasem napisać o czymś innym? - Ja jestem bezkompromisowy. Czyli sam Pan się skazał na środowiskową banicję. - No i dobrze. Nie zamierzam być w przyszłości ani prezesem PZPN, ani selekcjonerem reprezentacji. Chcę tylko normalności w polskiej piłce. Jednak mam taką świadomość, że sam sobie kręcę bicz na własny tyłek, bo przecież jeśli prezes związku i trener kadry będą normalni, to kto mnie będzie słuchał? O czym będę pisał? Jaki jest Pana przepis na dobry felieton? - Wystarczy, że codziennie zrobię prasówkę i przeczytam, co powiedział Listkiewicz i co powiedział Janas. Przecież oni bez przerwy zaprzeczają swoim słowom! A ja z tego żyję... A te słynne już Pańskie powiedzonka typu: "Odwaga pomyliła mu się z odważnikiem". Jak Pan je wymyśla? - Czytam sporo lekkiej prasy, słucham audycji w radiach... Jednak chyba nie w radiu zasłyszał Pan określenie, jakim ochrzcił Pan Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu. Specjalnie pisze Pan np. "zdaniem MENiS-a", żeby wszystkim kojarzyło się z... penisa! - Tak, bo uważam, że jest to odpowiednie określenie dla tego wszystkiego, co ludzie z tej instytucji robią dla polskiego sportu. Jest Pan kontrowersyjny... - Od razu muszę panu przerwać. A co ja napisałem takiego kontrowersyjnego? Mnóstwo rzeczy. Pochwalił Pan Wichniarka, że wyjechał ze zgrupowania kadry przed meczem ze Szwecją. Przecież to skandal i samowola! - Ja na jego miejscu postąpiłbym podobnie. Przecież zachowanie Wichniarka nie wzięło się z powietrza. Proszę przypomnieć sobie, co się działo na zgrupowaniu kadry młodzieżowej, gdy prowadził ją Janas. Po pierwszym wygranym meczu barażowym z Turcją o igrzyska olimpijskie w Sydney obecny selekcjoner dopuścił do tego, że zawodnicy tak się "rozprowadzili", że w rewanżu wypuściliśmy z rąk niemal pewny już awans. Janas po prostu nie ma autorytetu i ci zawodnicy to pamiętają. To Kałużnego też by Pan pochwalił za wyjazd ze zgrupowania? - A w żadnym życiu! To nie chodzi o Kałużnego, tylko o to, że piłkarze nigdy nie wyjeżdżali ze zgrupowania u Kazimierza Górskiego. Nie ma też tego w Wiśle u Kasperczaka, a jest u Janasa. Z tej kadry wyjeżdżają, bo taka jest w niej atmosfera! Czy poprawieniu tej atmosfery mają służyć pańskie felietony? W jednym z nich, jeszcze przed meczem w Chorzowie, napisał Pan, że "przeciwko Szwedom wybiegnie Jurek Dudek i dziesięć koszulek"... - Pomyliłem się. Był Dudek, Krzynówek i 9 koszulek. Jak się Pana słucha, to człowiekowi odechciewa się w ogóle włączać telewizor na mecz. Nie pozostawia Pan kibicom żadnych złudzeń. - Bo ja nie jestem patriotą-idiotą! Listkiewicz z Janasem mówią przed meczem - powalczymy, a po spotkaniu - no, nie wyszło. Jak słyszę, że Piechniczek nie krytykuje, bo - jak sam mówi - zbyt dużo piłce zawdzięcza, to chce mi się śmiać. To, Antoś, lepiej idź pisać pamiętniki. Fachowiec jest w studiu telewizyjnym po to, by odczytać grę, a nie kadzić. A u nas w zespole przecież same świętości! Broń Boże narazić się np. Hajcie, który ma przyjechać na zgrupowanie przed Węgrami. Podobno miał być powołany, choć nie może grać za czerwoną kartkę, o czym mówił sam Listkiewicz. Nie wiem, co ich łączy. Może fajki razem palili? Łączy Pan aferę papierosową Hajty z reprezentacją. - No bo kto to wymyślił, żeby jeden z najbardziej znienawidzonych w Polsce piłkarzy Tomasz Hajto był kapitanem kadry? Przecież jemu postawiono zarzut paserstwa! Jednak na zgrupowaniu we Wronkach czy w Rydze bardzo się starał budować w zespole pozytywną atmosferę. - No to gratuluję takiego lidera. To chyba ci, którzy poddają się takiemu liderowi, muszą sami być nie wiadomo jakimi tłumokami. W drużynie Kazimierza Górskiego byłoby to nie do pomyślenia, żeby taki człowiek był przywódcą grupy. Dlaczego Pan obraża ludzi? Po meczu ze Szwecją w kilku przypadkach zbyt ostro skrytykował Pan piłkarzy. - Zbyt ostro? Przecież oni nas skompromitowali! Zresztą tak samo jak w Sztokholmie. Gdybym ja tam stał w szwedzkiej bramce albo gdyby tam powiesił ręcznik, to też Polacy nie strzeliliby żadnego gola. Przesadził Pan jednak, mówiąc: nie życzę reprezentacji Polski awansu do mistrzostw Europy. Czy tak mówi były reprezentant Polski? - Podtrzymuję to i daj Boże, żeby się skompro... Tzn. zagrali na miarę swoich możliwości już w Budapeszcie. Bo jeśli wejdziemy do barażów tylnymi drzwiami i jeszcze wylosujemy np. Słoweńców, którzy akurat w spotkaniu z nami mogą mieć słabszy dzień, i awansujemy do mistrzostw Europy, to w PZPN zapanuje kompletne bezprawie. Działacze będą mieli zielone światło na to, żeby robić wszystko, co będą chcieli. A w Portugalii może dojść do jeszcze większej kompromitacji niż na mundialu w Korei. Tam będzie po prostu kompromitacja totalna. Jak się tak Pana słucha, to można odnieść wrażenie, że Pan grał tylko dobre mecze i wygrywał. A czy to czasem nie Pan zawalił dwie bramki w finale olimpijskim w 1976 roku? - Ależ to oczywiste, że i ja miałem słabsze mecze. Ale niech Pan sobie wyobrazi taką sytuację: piłkarza Jana Tomaszewskiego opisuje felietonista Jan Tomaszewski. W artykule czytamy: "Na mistrzostwach w Argentynie Tomaszewski tak się przestraszył, że dostał biegunki i na ostatnie dwa mecze turnieju trzeba było wystawić innego bramkarza." A tytuł dałby Pan zapewne: "Tomaszewski posrał się ze strachu!". - Tylko idiota by tak napisał. Kompletny kretyn. A ktoś tak napisał? Czytałem w jednej z gazet, że dostał Pan wtedy biegunki... - A skąd! Jacek Gmoch odstawił mnie ze składu. Uznał, że nie zagram w dwóch ostatnich meczach w Argentynie. Jeszcze przed meczem z Peru Bernard Blaut przekonywał mnie, że zagram w tym spotkaniu, choć ja mu mówiłem, że mnie osobiście Gmoch mówił co innego. Zagrał wtedy Zygmunt Kukla, a ja siedziałem na ławce rezerwowych. A najśmieszniejsze jest to, że Gmoch "sprzedał" wszystkim oficjalną wersję, że mam kontuzję ręki i dlatego nie mogę grać. A przecież czy ktoś by mnie wystawił jako rezerwowego z chorą ręką, skoro na mistrzostwach był z nami trzeci bramkarz? Na pewno wtedy nie stchórzyłem. Ale Pan poznaje fakty tylko medialnie, czytając gazety. Pan "nie bywa", co oznacza, że tak naprawdę nie zna Pan spraw, o których pisze. Myśli Pan, że dociekałby jako felietonista, czy bolała Pana ręka, czy tyłek? Pan by ostro przywalił. - Ja, zanim coś napiszę, to to sprawdzam. Chyba nie zawsze. Twierdził Pan, że Janas nie uczestniczył w kilku treningach na zgrupowaniach kadry. A to dziwne, bo obejrzałem wszystkie treningi reprezentacji przed meczem z Łotwą i Szwecją i na wszystkich był Janas... - Mnie to mówili zawodnicy. No to jak? Tytuł: "Tomaszewski posrał się ze strachu" jest obraźliwy czy nie? - To mógłby napisać tylko kretyn i dyletant, bo jest to nieprawda. Ale gdyby ktoś napisał, że zagrałem słabo z Argentyną, to dlaczego miałbym się obrażać? Ale np. Adam Matysek obraził się za wygłaszane przez Pana opinie? - Napisałem o nim tylko tyle, że to słaby bramkarz, który nie nadaje się do reprezentacji. A on odpowiedział, że nie będzie słuchał głupka, mając Pana na myśli... Podał go Pan do sądu? - Nie, bo nie mogę ustalić jego adresu. W co drugim felietonie pisze Pan, że ma dowody na to, iż PZPN działa nielegalnie. Był Pan z tym w NIK, był w Sejmie, był w Ministerstwie Edukacji i jakoś nie może się Pan przebić z tą swoją prawdą. - Urzędnicy w NIK przyznali mi rację. Ale w Warszawie, w Polskiej Konfederacji Sportu, sprawie ukręcono łeb. Trudno! A niech sobie nadal działa "Listek" i ta cała jego koteria do końca świata i jeden dzień dłużej. Ja wtedy będę miał o czym pisać. Na razie czekam na rozprawę z Listkiewiczem w sądzie, bo wtedy będę mógł powiedzieć, dlaczego tak pisałem o PZPN. Zapowiadał Pan, że już niebawem Listkiewicz zostanie "odspawany od stołka". Nic takiego się nie stało. Ciągle Pan stawia zarzuty, ale nic się nie potwierdza. Jeden z uczestników czatu z Panem napisał, że Tomaszewski to Lepper polskiego futbolu... - Jeśli społeczeństwo chce być nadal otumanianie... Jeśli pan Kraśnicki [szef Polskiej Konfederacji Sportu - red.] nie chce znać prawdy, jeśli pan Drzewiecki [szef sejmowej komisji kultury fizycznej i sportu - red.], który zna się na sporcie jak ja na gramatyce języka chińskiego, nie che zrobić porządku, to trudno. Ja mam niezbite dowody na nielegalną działalność PZPN. Ale jak tak dalej pójdzie, to ludzie wezmą Pana za wariata. - Ostatnio - na potrzeby jednej z gazet - udawałem taksówkarza i specjalnie podpuszczałem ludzi na Tomaszewskiego. Co ja się wtedy o sobie nasłuchałem! Ale ja jestem w porządku wobec siebie. Robili ze mnie wariata, gdy twierdziłem, że polski junior, reprezentant Polski, siedział w więzieniu w Finlandii. Okazało się, że to prawda. Zresztą identycznie było przed mistrzostwami świata, gdy zapowiadano, że zespół Engela przywiezie z Korei medal. Ja mówiłem, że dupa mokra. I kto miał rację? Mówiłem, że Boniek g... osiągnie i sprawdziło się. To samo twierdziłem o Janasie i też się, niestety, sprawdza. Czy umiałby Pan napisać coś pozytywnego o polskim futbolu? - Ale nie ma w nim nic pozytywnego. Polska piłka to już nie jest nawet bagno. To gnojówka! A jeśli chodzi o wyniki, to to jest nawet g...! Ojojoj! Znowu Pan zaczyna! Zaraz "pojedzie" Pan z Listkiewiczem. - A tak! Bo miałem rację, kiedy walczyłem z Dziurowiczem i jego Dziurolandem. A teraz też mam rację, bo dziuroludkowie przekształcili się w listkoludków i są jeszcze większe przekręty. Ale przecież to Pan był doradcą Listkiewicza! - Tak, byłem, ale się z tego wycofałem gdy okazało się, że nawet dobre koncepcje nie mają szans na realizację. Zaproponowałem by Listkiewicz zastosował tzw. grubą kreskę. Przecież wszyscy mamy świadomość, że w naszym futbolu były przekręty. Tylko po co się w tym dalej grzebać? Przecież można powiedzieć: "Co było to było, puszczamy to w niepamięć. Ale jak ktoś, od dzisiaj począwszy, ukradnie chociaż złotówkę, to będzie ścigany aż do udowodnienia winy i zostanie przykładnie ukarany". Listkiewicz się na to nie zdecydował, to ja postanowiłem, że nie będę tego firmował swoim nazwiskiem. A podobno jest Pan o to zły, że nie dano Panu w reprezentacji funkcji trenera bramkarzy i dlatego tak wściekle atakuje PZPN... - Tylko kretyn mógł coś takiego wymyślić. Przecież Engel sam mi zaproponował trenowanie bramkarzy w kadrze. Jak pan chce, to możemy od razu zadzwonić do Engela i o to zapytać. Potwierdzi na pewno. Odmówiłem z różnych względów i poleciłem Józka Młynarczyka. Jak Pan sobie wyobrażał trenowanie bramkarzy kadry, skoro reprezentanci nie chcieli lecieć do Sztokholmu, bo się dowiedzieli, że także Pan ma być na pokładzie tego samego samolotu. - Piłkarze są od grania, a nie od stawiania wymagań. Jak w ogóle zawodnicy mogą coś takiego powiedzieć do prezesa związku? Pamięta Pan taką scenkę: na spotkaniu z więźniami w zakładzie karnym w Olsztynie wstaje facet z wytatuowaną kropką koło oka i mówi: "To że Pan byłeś dobry bramkarz, to my wszyscy wiemy, ale krytykujesz Pan wszystkich trenerów, a sam nic Pan w trenerce nie osiągnął!". - A co to ma wspólnego z moim obecnym zajęciem? Jestem teraz dziennikarzem i komentatorem sportowym, robię to od 15 lat. Ale próbował być Pan trenerem. Miesiąc w Starcie Łódź, tydzień w Widzewie, jeden dzień w ŁKS-ie. Niezbyt to imponujące... - Mnie się w trenerce nie powiodło. Nie chciałem tego, odszedłem. To się skończyło. Ale Pana koledzy trenerzy mówią, że Tomaszewski bierze się za krytykę, a sam nic jako szkoleniowiec nie osiągnął. - Ja mam prawo krytykować, bo byłem zawodnikiem światowej klasy. A sport jest specyficzną dziedziną. Jeśli ktoś chce w nim zaistnieć, musi coś potrafić. Jeśli się ma wujka w rządzie to można być ministrem, ale nie można być reprezentantem kraju, nawet jeśli twoim wujkiem jest prezes PZPN. Właśnie, jako dobry zawodnik mógłby Pan nauczyć dobrej gry wielu bramkarzy... - Pewnie, że mógłbym, ale ja wybrałem pisanie. To mi wystarcza. Podobno musi Panu wystarczać, bo w klubach boją się Pana charakteru- że jest Pan konfliktowy, że nie umie dogadać się z zawodnikami. - Ależ skąd. Miałem wiele propozycji pracy z bramkarzami, ale mnie to nie interesuje. Naprawdę na to Panu przyszło, żeby Pan musiał żyć z pisania do gazet? - Piszę komentarze do trzech gazet, lubię to i sprawia mi to satysfakcję. Krąży o Panu opinia, że jest Pan outsiderem życiowym. Że nie powiodło się Panu w życiu osobistym, że nadużywa Pan alkoholu. Trochę to tak, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie... - A niech sobie mówią. Alkoholu - poza czerwonym winem - nie piję, choć mam nieprawdopodobny barek, do którego przez wiele lat zbierałem alkohole. A to Boniek o mnie powiedział, że piję, ale ja mu odparłem - bo gry twojej drużyny na trzeźwo oglądać się nie da. Nie boi się Pan, że zaczną wyciekać na światło dzienne jakieś brudne sprawy z Panem związane? - Ja się bałem w życiu tylko kominiarza, ale to było dawno. A poza tym zdechłego lwa to każda małpa może złapać za ogon. My nie jesteśmy od dawania złudzeń. My - komentatorzy - mamy walić ludziom prawdę w oczy, nawet gdyby była to prawda nieprzyjemna.Wiem, że jestem dla wielu niewygodny, ale możemy się tu przejść ulicą i ludzie sami zaczną podchodzić, pozdrawiać mnie i zachęcać: "Niech pan tak trzyma, panie Janku". Rozmawiał: Dariusz Tuzimek Źródło: Gazeta Wyborcza ------------------------------------------------------------------------------- Moim zdaniem Jan Tomaszewski powiniem zostac Prezesem PZPN!
- Bo wy, dziennikarze, często robicie taki błąd, że napiszecie o sprawie i zapominacie o temacie. Nie ciągniecie go dalej. A ja staram się go kontynuować aż do rozwiązania sprawy. Jakie sprawy rozwiązał Jan Tomaszewski ? Dużo tekstu, mało konkretów...
Od zawsze lubilem Jana Tomaszewskiego, za jego gre, za osiagniecia. Teraz lubie go za ta krytyke. Moze i faktycznie czasem przesadza, moze niektorych rzeczy niepowinien mowic, ale tacy ludzie sa potrzebni. Lepiej ktos kto bedzie krytykowal niz ten kto bedzie wszystkim lizal dupe. Z krytyki mozna wyciagac wnioski a z lukrowanej wypowiedzi poza zwyklym picem nic nie wydumamy. Uwazam, ze trenerzy i pilkarze powinni brac niektore slowa do serca, zamiast wciaz mowic, ze Tomaszewski tak powiedzial bo on zawsze tak mowi! Poza tym: Cytat... Jak Pan sobie wyobrażał trenowanie bramkarzy kadry, skoro reprezentanci nie chcieli lecieć do Sztokholmu, bo się dowiedzieli, że także Pan ma być na pokładzie tego samego samolotu. W pelni sie z tym zgadzam. Pilkarze sa po to zeby grac, trener po to zeby trenowac, PZPN zeby zarzadzac. Tutaj nie powinno byc sentymentow. Kazdy ma swoja role. Nie chcesz grac? To idz do domu. Nie chcesz trenowac, nie mozesz nic osiagnac? To samo.
W pelni sie z tym zgadzam. Pilkarze sa po to zeby grac, trener po to zeby trenowac, PZPN zeby zarzadzac. Tutaj nie powinno byc sentymentow. Kazdy ma swoja role. Nie chcesz grac? To idz do domu. Nie chcesz trenowac, nie mozesz nic osiagnac? To samo. Tomaszewski pełni rolę piłkarskiego Leppera i nie można powiedzieć że NIE. Promuje się dzięki swojej dobrej grze dawniej i stara sie być nadal popularnym gadając takie bzdury i wogóle. Ostatnio był program Co z tą Polską (?) Dudek ładnie zgasił Tomaszewskiego...
Ale bylby wdzieczny za przytoczenie sytuacji lub linka. Cytat... Promuje się dzięki swojej dobrej grze dawniej i stara sie być nadal popularnym gadając takie bzdury i wogóle. Ale co by mial dzieki takiej promocji zyskac? Jesli satysfakcje to ok. Ale wydaje mi sie, ze on chce osiagnac cos wiecej.
Ale co by mial dzieki takiej promocji zyskac? Jesli satysfakcje to ok. Ale wydaje mi sie, ze on chce osiagnac cos wiecej. Przecież udział w jakiś programach to prawie zawsze jakiś zarobek - promuje własną osobę, a Pan Jan postanowił dzięki krytyce nieźle zarobić jak wiele osób, moim zdaniem. Osoba która więcej mówi niż robi jest nic nie warta...
|
|||||||||||
Emblem of Champions League reserved by UEFA.


